czwartek, 5 listopada 2009

Współczesny Wilhelm Tell

0 comments

czwartek, 29 października 2009

.. żałosna konkluzja…

3 comments

Środek tygodnia a ja siedzę przy drinku, możecie zazdrościć – 12 letnia whiskey, wiem bezczeszczę taki trunek. Właśnie skończyłam odwalać projekt. Nie można powiedzieć, że zrobiłam go z pełną sumiennością, o nie, odwaliłam go i mam przez to doła. Nie było w sumie czasu aby go przemyśleć przeanalizować i zrobić jak należy, tylko trzeba było napierdzielać i po 30 roboczogodzinach wyszła – kupa okupiona męczarnią.
Dobra ale ja nie o tym. Zdarza mi się przesiadywać na www.trans-dating.net. Na pewno nie jest to portal o ambicjach stania się wiarygodnym źródłem informacji czy wymiany doświadczeń, albo chociaż pomocy poszkodowanym przez los i własną głupotę. O nie. Większość bywalców to indywidua z jednej strony czatujące na jakąś (albo jakiegoś) głupka który pozwoli sobie zrobić z dupy jesień średniowiecza a z drugiej grupa indywiduów udających, że tej jesieni zrobić sobie nie dadzą a już na pewno nie za frajer (chociaż są wyjątki). Sytuacja to kuriozalna ale jeszcze bardziej życiowa niż mogło by się wydawać. Więc tak sobie lawiruję pomiędzy tymi którym się wydaje, że są drapieżnikami, i tymi co udają, że zwinność gazeli to ich jedyna broń. Często tez robię ostry unik wymijając tych co to są okropnie pokrzywdzeni przez los (chociaż i tutaj zdarzają się konkrety którym rękę podam). Wdaje się w dyskusję z wariatami, frustratami, erotomanami, fetyszystami a ludzie zwierzają się z najdziwniejszych i najbardziej skrytych pragnień naiwnie myśląc, że są anonimowi.
I tak zabawa w kotka i myszkę aka ściganie króliczka sprawia mi przyjemność. A czasami, odpowiadając twardo nadzieję się na popularną inwektywę. Co też lubię  Taki objaw skrywanego masochizmu. W końcu suka to też określenie kobiety i akurat zważając jaki typ kobiet tym określeniem się mianuje musze przyznać, że mi nawet odpowiada, bo to jasny znak, że mechanizm samo kreacji funkcjonuje we właściwy sposób.
I tak sobie siedząc i konwersując z facetami i z kobietami, doszłam do wniosku, który nie koniecznie chciałabym wysnuć. Zważając na to jak odnoszą się do mnie ludzie (męscy, żeńscy i ci nijacy) okazało się, że funkcjonując nawet jako trans, czy coś co podchodzi pod babkę, jestem popularniejsza niż jako facet.. No helow .. Coś nie tak ! Jeden wali mi wyznanie, że nawet mi zapłaci bylebym się z nim umówiła, i przespała , drugi, że widział mnie na żywo z oddali, i wariuje, bo chciałby poznać bliżej. Dla innej stałam się symbolem walki (tiaa, o wolność naszom i waszom, i wszym), inna ma mokro w majtkach bo chciałaby to i tamto ze mną.. A jeszcze innej po prostu się podobam…
Eeeee…. Nie, to nie jest sytuacja normalna. Nie uważałam się za paskudnego faceta, nawet jak na kolesia byłam do zniesienia i nie jeden dałby się pociąć żeby wyglądać jak ja. Ale jako facet byłam autentyczny (jak to durnowato brzmi). Tymczasem moje akcje poszły w górę jak się okazało, że jestem „crazy” . Stop – autentyczny fizycznie, reszta to była kupa z dżemem. Teraz jestem autentyczna chociaż nie fizycznie. Wiec.. może ludzie nie są tacy płytcy ??? Może jednak profil psychologiczny ma większe znaczenie niż wygląd ? A może tylko pierdolę po tym drinku ?
Jeszcze gorsze jest to, że Miss E postanowiła mnie śledzić , nawet na tym portalu. Będzie testować moją wierność. Czy aby nie puszczam się z pierwszym lepszym, albo pierwszą lepszą, albo pierwsz.. czymś tam lepszym.. Nie znam dnia ani godziny kiedy będzie chciała się ze mną umówić, a ja złapię haczyk i wyskoczę z nią na miasto myśląc, że to dwu metrowy murzyn z wackiem w rozmiarze XXXXXL. No po prostu o niczym innym nie marzę jak tylko o tym by ktoś dokonał korono skopi moich migdałków…
Ale ja durna jestem …. Chociaż raz powinnam umówić się z kimś innym. A ja uważam, że nie ma co kusić losu, czego oczy nie widzą – tego sercu nie żal. I spuszczam wszystkich na bambus. Pora jest o tyle gorsza, że czuje się atakowana przez informację w stylu „co się łamiesz – wszyscy to robią”. Ludzie którzy powinni zachowywać się w sposób dorosły zdając sobie sprawę, że nie bardzo można igrać z ludzkimi uczuciami, tak małżonków jaki potencjalnych kochanków, umawiają się na lewo i prawo jak gdyby nigdy nic. Stop – ja bym chciała, ale coś w środku mi mówi, żeby dać sobie z tym sposób i nie lecieć ze stadem baranów. Nie zmienia to jednak faktu, że chciałabym umówić się z kimś na randkę, i żeby to nie był Mister A bo to jak iść z ojcem do kina albo na lody (i to bynajmniej nie pedofilem). Poczuć znowu to, że ktoś jest nieznany ( a kto powiedział, ze znam Miss E) i oczekiwać nieoczekiwanego. Dziwne uczucie, dziwna fantazja. Przecież nikt nie powiedział, że to nie może zdążyć się w związku w którym trwa się od dwunastu lat. Może tu wcale nie chodzi o nową osobę a jedynie o nowe doznanie. Czy to syndrom frustracji czy może znudzenia rutyną ?
Nie zmienia to jednak faktu, że chciałabym to przeżyć ponownie z Miss E a nie koniecznie z kimś obcym. Co z tego, skoro ja jestem przewidywalna do bólu podobnie jak Miss E. Scenariusz znany i napisany zanim cokolwiek się zacznie. Po co się męczyć i brnąć w ślepą uliczkę skoro mamy zestaw optymalnych rozwiązań nie będących dla nas żadną tajemnicą ? Po co te próby czy w te czy we w te ?
A może to stanowi o uroku, może to jest ten urok erotyzmu, nie statystyka szybkiej podniety, skutecznych pieszczot (ha ha), ale te ludzkie błędy i niedoskonałości? A co jeśli o udanym wieczorze czy nocy stanowi ilość porażek a nie sukcesów ? Radość poszukiwania i eksperymentowania ? Kolejnych zagrywek zakończonych wybuchem śmiechu ? A nie perfekcyjna gra prowadząca do wiadomego końca ? Hm… Nie prędko się tego dowiem. Dopuki znowu nie pojawi się wzajemne pożądanie nie będę miała okazji tego sprawdzić..